lipca 19, 2018

Co się stało z nami, mamy?

Co się stało z nami, mamy?







Co się z nami stało, mamy?


Matki, mamusie, mamunie, matule? 

Gdzie zagubiłyśmy nasz instynkt? 

Czy potrafimy walczyć o dziecko jak lwice?

Czy potrafimy jeszcze chronić swoje młode niczym locha?


Jesteśmy coraz ,, mniej ". Coraz mniej waleczne, pozbawione własnego zdania i własnych decyzji. 

Na początku ciąży dowiadujemy się od najbliższych czego nie możemy w tej świętej ciąży robić. 
Nie możemy podnosić, dźwigać, tańczyć, biegać, przemęczać się, podróżować w dalekie trasy i najlepiej to żebyśmy też auta nie prowadziły. Wszystko w trosce o dziecko. A my przecież chcemy  jak najlepiej dla swojego dziecka, więc ulegamy tym informacjom. Leżymy, oddychamy, relaksujemy się, pijemy soki z buraczka (których nie mamy w ogóle ochoty pić) żeby zaspokoić potrzeby najpierw otoczenia, a potem dopiero nasze. 

Po ciąży wybija godzina zero. 

A my, stworzone do rodzenia, nie potrafimy wydać dzieci na świat. Krowa potrafi, sarenka w lesie potrafi, ale my ludzie cywilizacji nie potrafimy. Słuchamy się grzecznie personelu kiedy mamy przeć, kiedy mamy oddychać, kiedy mamy się obrócić. My tylko posłusznie wykonujemy polecenia, wszystko dla dobra dziecka. 

Później, gdy już trzymamy swoje ukochane dziecię w objęciach możemy usłyszeć, że trzeba je trzymać inaczej, karmić inaczej, inaczej ubierać. Hormony tak nas zalewają, że jest nam wszystko jedno. 


Zapewne pojawiają się także problemy z laktacją, więc na pewno ktoś z personelu medycznego bądź najbliższego otoczenia poczęstuje nas radą typu :
  ,,Nie ma Pani mleka" ;
 ,, Pani mleko to jest za chude..." ;
,,Dziecko Pani głodzi..." ;

i tak dalej. Więc chcąc dobra dziecka przechodzimy na mleko modyfikowane przepisane od pediatry. 

I akurat trafiamy na pediatrę - naszego guru - od karmienia, ubierania, psychologi dziecięcej, logopedii, laktacji i terapii małżeńskiej.  Słowo wypowiedziane z ust lekarza dziecięcego często podnosi się do rangi słów proroka. Nie ma co z nim dyskutować, przecież powiedział to lekarz, a my jesteśmy tylko szarymi, małymi, nic nie wiedzącymi mamami.

(Mam na myśli tematy, które nie są związane ze zdrowiem dziecka.)

Są sytuacje, kiedy nasze dziecko trafia do szpitala. Na przykład na dwa tygodnie. 

Często jesteśmy pozbawieni informacji odnośnie stanu zdrowia naszego dziecka, nikt nie pyta się o zgodę dotyczącą zabiegów medycznych czy ingerencji, która w żaden sposób nie przyczynia się do poprawy stanu zdrowia naszego maleństwa. Jesteśmy traktowane jak głupie lampucery, które na czas pobytu w szpitalu straciły moc czynienia i decydowania o swoim dziecku. 

Kiedy zgłaszamy, że wenflon jest źle założony i dziecko cały czas płacze, możemy usłyszeć,że to :

  ,,... ból brzuszka przez to co Pani zjadła"

Kiedy zgłaszamy, że dziecko ma krew na pieluszce, bo Pani pediatrze zachciało się bez pytania o zgodę ściągnąć na siłę napletek, usłyszymy, że :

 ,,tak ma być." 

Gdy dziecko jest zdrowe, wychodzimy z nim na spacer. Ale uwaga!  Dziecko to nie nasze dziecko - zapamiętajmy! Nasze dziecko jest dobrem narodu! Dlatego każda napotkana osoba może coś dodać od siebie odnośnie wychowania dziecka i jak ma ochotę to może skarcić jego matkę. 
A to, że czapeczki na głowie brakuje, a to, że skarpetki powinny być cieplejsze. Każdy dba o dziecko, a matka w tym harmidrze stopniowo przestaje wierzyć w swoje możliwości. 

Wchodząc do ,,Empiku" zalewa nas - mamy - ilość poradników :

,,Moje dziecko nie chce jeść",

 ,,Moje dziecko nie chce spać",

 ,,Moje dziecko jest niegrzeczne".

Milion rad na to, jak mieć idealne dziecko, jak być idealną matką, jak ugotować najzdrowszą zupę na świecie i jak przy tym nie zwariować. 



Każda mama, bez względu na sposób karmienia, urodzenia czy więzy krwi, chce najlepiej dla swojego dziecka! 

Dlatego nie dołujmy matek, nie obciążajmy ich swoimi ,,widzimi się" świata. A matkom dodajmy wiary, że mogą, że potrafią, że są wspaniałe i że

SĄ NAJLEPSZYMI MAMAMI DLA SWOJEGO DZIECKA. 

💜💜💜💜💜

lipca 02, 2018

Karmienie piersią a koncertowanie

Karmienie piersią a koncertowanie


Zdaję sobie sprawę, że temat jaki chcę poruszyć jest bardzo niszowy....ale też wiem, że interesujący.

Jak pogodzić życie muzyka z byciem mamą? 

Wiele kobiet związanych z branżą artystyczną ( tancerki, aktorki, wokalistki ) rezygnuje z karmienia naturalnego swojego dziecka w obawie przed całkowitym przywiązaniem się do dziecka i braku perspektyw na prowadzenie życia zawodowego.

Chociaż nie jestem Beyonce ani Pink, ani nawet nie gram tyle koncertów co Kukulska, postaram się Wam opisać jak łączyłam i łącze  działalność muzyczną z karmieniem piersią.


Pierwszy koncert


Pierwszy koncert po porodzie śpiewałam, gdy mój synek miał miesiąc. Nasz maluch okazał się totalnym cyckoholikiem i jedzenie co 3 godziny w ogóle nie wchodziło w grę. Najlepiej dla niego byłoby żeby był podłączony do mleczka cały dzień i całą noc ( co jest świętym prawem noworodków).

Na pierwszy koncert pojechaliśmy w czwórkę - ja, mój mąż, nasz synek i moja przyjaciółka, a zarazem wspaniała, śpiewająca ciocia :)

Nakarmiłam Jeremiaszka przed koncertem, ale też miałam odciągnięte mleko w buteleczce (jakby co). My z małżem graliśmy koncert, bobo spało w wózku i wchłaniało podświadomie dźwięki. W trakcie koncertu obudził się na mleczko, a potem poszedł dalej spać.

Późniejsze koncerty wyglądały podobnie.

Gdy trzeba gdzieś pojechać


Bywało też tak, że koncert był gdzieś daleko. Do szóstego miesiąca Jeremi nie jadł nic innego prócz mleka mamy, dlatego też brałam go ze sobą na koncerty. Zazwyczaj karmiłam go przed koncertem i po, a w trakcie koncertu siedział ze słuchawkami wygłuszającymi z ciocią i słuchaj uważnie rodziców.




Pierwsza rozłąka


Gdy Jeremi miał 8 miesięcy pojechałam śpiewać na drugi koniec Polski. Nie było mnie prawie dobę, i choć zostawiłam w zamrażarce dużo zapasów odciągniętego mleczka, mój chłopczyk chyba obraził się na mnie i nie chciał w ogóle tego pić ( a dzień wcześniej, gdy byłam w pracy to pił mamine, odciągnięte mleko, więc o smak nie chodziło).

Pierwsza noc bez mamy


Ostatnio przyszło mi śpiewać koncert z ,,trzema obiadami". Nie było mnie całą noc w domu. Chyba wszystkie mamy dzieci karmionych piersią wiedzą, jak trudne jest nocne odstawianie (szczególnie kiedy dziecko nie lubi smoczka i innego smaku mleka niż tego od swojej mamy).  Chłopczyk pił w nocy herbatkę i był lekko zdezorientowany, gdzie jest jego rodzicielka, ale tragedii nie było.


Gdy dziecko skończy rok, mamy karmiące mogą sobie pozwolić już na krótkoterminowe wypady bez dziecka, czemu przyświecać może idea ,, Nie ma mamy - nie ma mleka"

Dzieci są mądre, warto im tłumaczyć dlaczego nie będzie mamy i jednocześnie nie odstawiać na siłę dziecka od piersi.

Mam nadzieję, że nasza przygoda z karmieniem potrwa jeszcze rok.

A poniżej wstawiam zdjęcia znanych i lubianych pań, które także są śpiewającymi mamami :)




Natalia Kukulska podczas nagrywania teledysku karmi piersią swoja córeczkę :)

Pink - znana wokalistka która 
jest wielką propagatorką karmienia piersią. Jak widać na załączonych zdjęciach, karmi i odciąga mleko wszędzie :) 

Shakira - 

,,Karmienie piersią to jedne z najlepszych doświadczeń w moim życiu.Kocham to! Nie potrafię przestać! Będę go karmić tak długo, dopóki nie pójdzie do collegu! Jestem od tego uzależniona!". 

Gwen Steffani


P.S. Wyprzedzając wasze komentarze odnośnie promocji KP i takiego lansowania, uważam, że po prostu jest to potrzebne. Wiele mam chce karmić piersią, jednak chcąc prowadzić aktywne życie zawodowe nie podejmuje się karmić naturalnie swojego dziecka. Tym postem chciałam pokazać, że wszystko się da zrobić, jeśli się czegoś chce! Ale i tak najważniejsza jest miłość, poczucie bezpieczeństwa i ciepło, które dziecko dostaje od rodzica 💜 Niezależnie od sposobu karmienia.

maja 24, 2018

Czy warto iść na studia muzyczne?

11
Czy warto iść na studia muzyczne?


Jest końcówka maja, na większość uczelni muzycznych rekrutacja za parę dni zakończy się. Po rekrutacji czekają na kandydatów stresujące chwile - egzaminy - a jeżeli spodobamy się komisji to i w październiku możliwe, że znajdziemy się na naszych wymarzonych uczelniach.

Dostanie się na studia muzyczne to wierzchołek góry lodowej - trudno się dostać, ale też nie oznacza to sukcesu.

Chciałam się z Wami podzielić moimi subiektywnymi  opiniami dotyczącymi studiów muzycznych. Może po lekturze tego tekstu choć trochę rozjaśnią Wam się plany i perspektywy.



1. Egzamin nie świadczy o talencie 

Spotkałam już wiele utalentowanych osób, które nie dostały się na studia muzyczne. To, że nie dostaniemy się na studia nie świadczy o tym, że jesteśmy słabi, bądź bardzo odstawaliśmy od reszty. Często na egzaminach poziom kandydatów jest wyrównany, a przeważającym punktem, jaki może zaważyć na naszym ,, być albo nie być " na uczelni muzycznej jest wrażenie pozostawione na komisji. W komisji siedzą wykładowcy, artyści, muzycy którzy również bardzo subiektywnie oceniają osoby zdające na studia - jednej osobie spodoba się głos, drugiej wyraz twarzy śpiewającej osoby, trzeciej sposób w jaki opowiada o muzyce. Przeważyć może jedno słowo, jakaś energia i multum aspektów, które są nieuchwytne i ulotne. W komisji egzaminacyjnej siedzą tylko ludzie i zapewne wybiorą osobę, która na ten czas wydawała im się najodpowiedniejsza.


Warto również podkreślić, że członkowie komisji przychylniejszym okiem patrzą na osoby, które już znają - to znaczy takie, które się u nich uczyły, były na konsultacjach, spotkali się razem na warsztatach.   Może po prostu lepiej oceniać nam ludzi których już gdzieś widzieliśmy?


2. Dostałem się na studia, co dalej? 


Jeżeli dostałeś/łaś się na studia muzyczne to gratulacje! Kawał ciężkiej roboty za Tobą i jeszcze cięższa robota przed Tobą!  Jeżeli chcesz coś osiągnąć, to potrzebujesz ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć!


3. W końcu sobie  poimprezuję! 

Zazwyczaj na Studiach Muzycznych na I roku znajdują się osoby ciut starsze niż tegoroczni maturzyści - choć oczywiście też tacy się zdarzają. Wyfruwają wtedy z gniazda rodziców i czują się, jakby wygrali na loterii życie. Imprezki, przepijanie pieniędzy i kac. Można tak miesiąc, dwa.... ale jadąc na takim wózku długo się nie pociągnie w świecie muzycznym bez ćwiczenia. Jeżeli komuś marzy się żywot takiego ,, typowego studenta " nic nie robiącego to lepiej chyba pomyśleć o europeistyce albo administracji. 

4. Skończenie studiów nic nie daje.


Serio? Skończenie studiów nic nie daje - jak chyba każdych! 😵 Oczywiście możesz pójść to jakiegoś zespołu, dać im dyplom skończenia studiów na flecie poprzecznym, ale zazwyczaj to tak nie działa. Żywot muzyka to codzienna walka! 😎   Najpierw trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć ( parafrazując Rihannę : work, work, work, work, work...), a potem grać, grać, grać, grać. Grać na jam session, jeździć na warsztaty, chodzić na koncerty, poznawać środowisko i montować jakieś składy. Jeżeli się nigdzie nie pokażemy to i nikt nas nie usłyszy - wtedy możemy jedynie liczyć ( po skończeniu kursu pedagogicznego ), że zostaniemy ewentualnie zatrudnieni w Kasinie Wielkiej jako instruktor gry na gitarze klasycznej w Prywatnym Ognisku Muzycznym.  Jeżeli chcesz tak pracować, to wtedy nie musisz wychodzić za bardzo z ćwiczeniówki 😉  .


5. Każdy inaczej reaguje na studia.


Każdy z nas ma różny stopień wrażliwości i odporności na stres, którego w świecie artystycznym jest mnóstwo. Wykładowcy mogą być różni i mogą nas inspirować, motywować ale też mogą jednym swoim słowem zablokować nas i naszą muzykalność na wiele lat. 

Dlatego studia nie gwarantują, że odniesiesz sukces czy staniesz się lepszym muzykiem.  Na jedną osobę krytyka podziała motywująco, a innej zgasi zapał. Tak było również ze mną. Przez trzy lata studiowania nie udało mi się napisać jakiejś sensownej piosenki, czułam się zablokowana. Dopiero po skończeniu studiów znowu wróciłam do ,, płodności artystycznej " i wolności w muzyce. Ale widziałam również osoby, którym studia pootwierały niesamowicie głowy, dały mnóstwo inspiracji i zmotywowały niesamowicie do pracy.  

A tego wszystkiego się nie dowiesz, jak nie spróbujesz!


6. Studia dają możliwość ćwiczenia u ,, mistrzów " 

Jeżeli dostaniesz się na studia dzienne, będziesz miał/a możliwość pracowania z najlepszymi muzykami i pedagogami w danym regionie ZA DARMO. Jest to ogromny plus studiów dziennych nad zaocznymi ( studia muzyczne w trybie zaocznym  w Polsce są kosmicznie drogie. Za semestr zapłacimy około 5 tysięcy złotych) . 

A chodząc prywatnie na lekcję do ,,Mistrza " gry na danym instrumencie zapłacimy za godzinę od. 150 - 250 zł za godzinę. Możliwość studiowania i spotykania się ze swoim profesorem przez trzy lata jest bardzo korzystna dla studenta. 

7. Na studiach poznajesz środowisko 

Ilu z nas słyszało slogan ,, Żeby dobrze grać, nie trzeba studiów... ". To prawda, nie trzeba, można się zamknąć na rok w piwnicy i ćwiczyć ile się da. Ale właśnie na studiach jest możliwość konfrontacji z innymi muzykami, możliwość wspólnego ćwiczenia i grania - przez to uczenia się od siebie. Na studiach również poznamy wiele osób, z którymi później będziemy tworzyć różne składy i zespoły. Uczenie się w środowisku muzycznym otwiera nam furtkę do sieci kontaktów muzycznych - i jeżeli wypadnie nam ktoś ze składu - bez problemu znajdziemy na jego miejsce innego instrumentalistę czy wokalistę. 


Odpowiadając na zadanie wcześniej pytanie -

- ,, Czy warto iść na studia muzyczne? " 

- Odpowiem - 

 - ,,Nie wiem ". 


Każdy z nas szuka czegoś innego. Jeżeli chcesz śpiewać po weselach, albo być gwiazdą muzyki pop szkoła Ci potrzebna nie jest. A jeżeli marzysz o karierze pianisty klasycznego grającego tournée po Japonii, to chyba bez dobrej szkoły się nie obędzie. 


Mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu przybliżyłam Ci żywot na studiach muzycznych, a odpowiedzieć na to pytanie musisz sobie sam. Ale dopiero będziesz w stanie to zrobić po skończeniu studiów :) . 


Każdej osobie zdającej w tym roku na Akademie Muzyczne, Uniwersytety i Instytuty Muzyczne życzę POWODZENIA i dostania się na wymarzone studia. Ale jeżeli się nie dostaniecie, to nie poddawajcie się, bo egzamin nie jest miernikiem naszego talentu. 



Copyright © 2014 singing mummy! , Blogger