maja 24, 2018

Czy warto iść na studia muzyczne?

11
Czy warto iść na studia muzyczne?


Jest końcówka maja, na większość uczelni muzycznych rekrutacja za parę dni zakończy się. Po rekrutacji czekają na kandydatów stresujące chwile - egzaminy - a jeżeli spodobamy się komisji to i w październiku możliwe, że znajdziemy się na naszych wymarzonych uczelniach.

Dostanie się na studia muzyczne to wierzchołek góry lodowej - trudno się dostać, ale też nie oznacza to sukcesu.

Chciałam się z Wami podzielić moimi subiektywnymi  opiniami dotyczącymi studiów muzycznych. Może po lekturze tego tekstu choć trochę rozjaśnią Wam się plany i perspektywy.



1. Egzamin nie świadczy o talencie 

Spotkałam już wiele utalentowanych osób, które nie dostały się na studia muzyczne. To, że nie dostaniemy się na studia nie świadczy o tym, że jesteśmy słabi, bądź bardzo odstawaliśmy od reszty. Często na egzaminach poziom kandydatów jest wyrównany, a przeważającym punktem, jaki może zaważyć na naszym ,, być albo nie być " na uczelni muzycznej jest wrażenie pozostawione na komisji. W komisji siedzą wykładowcy, artyści, muzycy którzy również bardzo subiektywnie oceniają osoby zdające na studia - jednej osobie spodoba się głos, drugiej wyraz twarzy śpiewającej osoby, trzeciej sposób w jaki opowiada o muzyce. Przeważyć może jedno słowo, jakaś energia i multum aspektów, które są nieuchwytne i ulotne. W komisji egzaminacyjnej siedzą tylko ludzie i zapewne wybiorą osobę, która na ten czas wydawała im się najodpowiedniejsza.


Warto również podkreślić, że członkowie komisji przychylniejszym okiem patrzą na osoby, które już znają - to znaczy takie, które się u nich uczyły, były na konsultacjach, spotkali się razem na warsztatach.   Może po prostu lepiej oceniać nam ludzi których już gdzieś widzieliśmy?


2. Dostałem się na studia, co dalej? 


Jeżeli dostałeś/łaś się na studia muzyczne to gratulacje! Kawał ciężkiej roboty za Tobą i jeszcze cięższa robota przed Tobą!  Jeżeli chcesz coś osiągnąć, to potrzebujesz ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć!


3. W końcu sobie  poimprezuję! 

Zazwyczaj na Studiach Muzycznych na I roku znajdują się osoby ciut starsze niż tegoroczni maturzyści - choć oczywiście też tacy się zdarzają. Wyfruwają wtedy z gniazda rodziców i czują się, jakby wygrali na loterii życie. Imprezki, przepijanie pieniędzy i kac. Można tak miesiąc, dwa.... ale jadąc na takim wózku długo się nie pociągnie w świecie muzycznym bez ćwiczenia. Jeżeli komuś marzy się żywot takiego ,, typowego studenta " nic nie robiącego to lepiej chyba pomyśleć o europeistyce albo administracji. 

4. Skończenie studiów nic nie daje.


Serio? Skończenie studiów nic nie daje - jak chyba każdych! 😵 Oczywiście możesz pójść to jakiegoś zespołu, dać im dyplom skończenia studiów na flecie poprzecznym, ale zazwyczaj to tak nie działa. Żywot muzyka to codzienna walka! 😎   Najpierw trzeba ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć ( parafrazując Rihannę : work, work, work, work, work...), a potem grać, grać, grać, grać. Grać na jam session, jeździć na warsztaty, chodzić na koncerty, poznawać środowisko i montować jakieś składy. Jeżeli się nigdzie nie pokażemy to i nikt nas nie usłyszy - wtedy możemy jedynie liczyć ( po skończeniu kursu pedagogicznego ), że zostaniemy ewentualnie zatrudnieni w Kasinie Wielkiej jako instruktor gry na gitarze klasycznej w Prywatnym Ognisku Muzycznym.  Jeżeli chcesz tak pracować, to wtedy nie musisz wychodzić za bardzo z ćwiczeniówki 😉  .


5. Każdy inaczej reaguje na studia.


Każdy z nas ma różny stopień wrażliwości i odporności na stres, którego w świecie artystycznym jest mnóstwo. Wykładowcy mogą być różni i mogą nas inspirować, motywować ale też mogą jednym swoim słowem zablokować nas i naszą muzykalność na wiele lat. 

Dlatego studia nie gwarantują, że odniesiesz sukces czy staniesz się lepszym muzykiem.  Na jedną osobę krytyka podziała motywująco, a innej zgasi zapał. Tak było również ze mną. Przez trzy lata studiowania nie udało mi się napisać jakiejś sensownej piosenki, czułam się zablokowana. Dopiero po skończeniu studiów znowu wróciłam do ,, płodności artystycznej " i wolności w muzyce. Ale widziałam również osoby, którym studia pootwierały niesamowicie głowy, dały mnóstwo inspiracji i zmotywowały niesamowicie do pracy.  

A tego wszystkiego się nie dowiesz, jak nie spróbujesz!


6. Studia dają możliwość ćwiczenia u ,, mistrzów " 

Jeżeli dostaniesz się na studia dzienne, będziesz miał/a możliwość pracowania z najlepszymi muzykami i pedagogami w danym regionie ZA DARMO. Jest to ogromny plus studiów dziennych nad zaocznymi ( studia muzyczne w trybie zaocznym  w Polsce są kosmicznie drogie. Za semestr zapłacimy około 5 tysięcy złotych) . 

A chodząc prywatnie na lekcję do ,,Mistrza " gry na danym instrumencie zapłacimy za godzinę od. 150 - 250 zł za godzinę. Możliwość studiowania i spotykania się ze swoim profesorem przez trzy lata jest bardzo korzystna dla studenta. 

7. Na studiach poznajesz środowisko 

Ilu z nas słyszało slogan ,, Żeby dobrze grać, nie trzeba studiów... ". To prawda, nie trzeba, można się zamknąć na rok w piwnicy i ćwiczyć ile się da. Ale właśnie na studiach jest możliwość konfrontacji z innymi muzykami, możliwość wspólnego ćwiczenia i grania - przez to uczenia się od siebie. Na studiach również poznamy wiele osób, z którymi później będziemy tworzyć różne składy i zespoły. Uczenie się w środowisku muzycznym otwiera nam furtkę do sieci kontaktów muzycznych - i jeżeli wypadnie nam ktoś ze składu - bez problemu znajdziemy na jego miejsce innego instrumentalistę czy wokalistę. 


Odpowiadając na zadanie wcześniej pytanie -

- ,, Czy warto iść na studia muzyczne? " 

- Odpowiem - 

 - ,,Nie wiem ". 


Każdy z nas szuka czegoś innego. Jeżeli chcesz śpiewać po weselach, albo być gwiazdą muzyki pop szkoła Ci potrzebna nie jest. A jeżeli marzysz o karierze pianisty klasycznego grającego tournée po Japonii, to chyba bez dobrej szkoły się nie obędzie. 


Mam nadzieję, że chociaż w jakimś stopniu przybliżyłam Ci żywot na studiach muzycznych, a odpowiedzieć na to pytanie musisz sobie sam. Ale dopiero będziesz w stanie to zrobić po skończeniu studiów :) . 


Każdej osobie zdającej w tym roku na Akademie Muzyczne, Uniwersytety i Instytuty Muzyczne życzę POWODZENIA i dostania się na wymarzone studia. Ale jeżeli się nie dostaniecie, to nie poddawajcie się, bo egzamin nie jest miernikiem naszego talentu. 



maja 23, 2018

Jestem chory - daj mi pieniądze - czyli o naciąganiu na chorego

Jestem chory  - daj mi pieniądze - czyli o naciąganiu na chorego



Każdy z nas rodzi się z ogromną empatią do ludzi, którą życie później weryfikuje. Chcemy pomagać, ale ze świadomością, że nasza darowizna nie idzie nawet w 90 % na pomoc danej osobie, odechciewa się nam być dobrym.

Kilka lat temu, kiedy moje szkolne koleżanki pracowały w pewnej organizacji walczącej o prawa człowieka dowiedziałam się o piramidzie finansowej w takich instytucjach. Moje koleżanki sprzedawały pocztówki mające zasilać fundację 
( tak zresztą mówiły przechodniom ). 

Kartka kosztowała ok. 6 zł

Z każdej sprzedanej kartki dziewczyny miały 3 zł.

,,Szef " załogi od każdej kartki miał ok. 2 zł.

,,Boss bossów " miał złotówkę. 


Łatwo przeliczyć, że żadne pieniądze nie dotarły na szczytny cel.


A dlaczego ten wpis?

Byłam dzisiaj przesłuchiwana na policji w charakterze świadka. Chodziło o sprawę z 2015 roku, kiedy na Facebooku pojawiła się zrzutka na Pawła Kałasza, który pilnie potrzebuje pieniędzy na leczenie onkologiczne. Oczywiście oprócz choroby w opisie był tekst opowiadający o  jego wszystkich nieszczęść życiowych. No serce się kraja i lituje.

Opis na wydarzeniu był o wiele dłuższy, a jeżeli chcecie poczytać więcej to wejdźcie w wydarzenie tutaj


Jego sytuacja była przedstawiona jako niesamowicie trudna. Przez to, że wiele moich znajomych publikowało ją na swoich tablicach na fb akcja wydawała mi się wiarygodna.


Po trzech latach ja, mój mąż i znajomi dostajemy wezwania na policję w sprawie zeznawania w wyżej wymienionej sprawie.

Dlatego chcąc Was ostrzec przed oszustami ( a lepiej uczyć się na cudzych niż na własnych błędach ) pamiętajcie o bezpieczeństwie i weryfikacji takowych zbiórek.


1. Sprawdź czy zbiórka jest sprawdzona

( Nie wpłacał pieniędzy na no - name'owe fundacje typu ,, Różowy jednorożec ". )  

W Polsce jest kilka dobrze działających fundacji, które naprawdę przeznaczają pieniądze na leczenie m.in. Siepomaga, Rycerze i Księżniczki,  Fundacja Anny Dymnej ,, Mimo wszystko " .

2.  Nie ma organizacji - nie ma zbiórki. 


Wiem, że zabrzmi to dość brutalnie, ale czytając moją opowieść już doszedłeś pewnie do wniosku, że nie zawsze można ufać znajomym i ich wiarygodności - szczególnie facebookowym. 
Każdy może napisać tkliwą historię, każdy może podać jakiś numer konta i czekać aż przelewy zasilą jego sumę. 


3. Udostępnianie zdjęcia dzieci nie zbawi świata.


Ileż osób się na to nabrało! Widzisz zdjęcie obłożnie chorego dziecka z dopiskiem 
,, Przez Twoje udostępnienie, dziecko dostanie na leczenie 10 złotych". 

Nie zastanawialiście się, kto miałby niby wypłacić od każdego zdjęcia te 10 zł?

4. Uważaj - zbiórki na ulicy!

Zazwyczaj oszuści stoją w ustronnych miejscach z puszkami i plakietkami. Puszki i plakietki można sobie wyrobić od ręki. Nikt nie weryfikuje ich działań, nikt ich nie księguje. 
Pamiętajcie, poważne fundacje nie wychodzą na ulicę! 


5. Naciąganie na ,,samotną matkę".


Parę lat temu zostałam naciągnięta na ,, samotną matkę". Kobieta stała przed sklepem spożywczym i prosiła, żeby jej kupić jedzenie. Twierdziła, że jest samotną matką dwójki dzieci, w tym jedno dziecko musi rehabilitować. Nie ma na czynsz i na jedzenie.

 I co się robi słysząc o takiej sytuacji?  Empatyczny człowiek pomaga - a że Pani jeszcze prosiła o jedzenie, a nie pieniądze - tym bardziej chciało mi się pomóc.

Później okazało się, że Pani żyje w komunie alkoholików, narkomanów i ludzi głęboko uzależnionych, ale też głęboko żerujących na głupim społeczeństwie. Takie wypady robili raz w miesiącu, raz na dwa tygodnie. Każdy z ich komuny miał wyznaczony teren i wyznaczony tekst - jedna zbierała jedzenie, drugi pieniądze ( metodą na ,, urodziny". ), a trzeci papierosy i alkohol. Po takim ,, wypadzie " na miasto mogli pić i jeść przez miesiąc.


Równie często można też naciągnąć przechodniów metodą ,, Na mleko " i wyłudzać od ludzi pieniądze na mleko modyfikowane ( które wiadomo, że tanie nie jest). 



Tyle z moich doświadczeń. A czy wy padliście kiedyś ofiarą takich oszustw?

 Jeżeli tak, to napiszcie koniecznie o nich w komentarzu!




Z życzeniami nie wpadania w sidła oszustów :)

Gosza - Singing Mummy 



maja 13, 2018

Relacja z Wrocławskiego Spotkania Blogerek

14
Relacja z Wrocławskiego Spotkania Blogerek
10. maja roku Pańskiego Dwutysięcznego Osiemnastego ( czyli ogólnie parę dni temu)  miałam ogromną przyjemność wziąć udział w ( moim pierwszym ) Wrocławskim Spotkaniu Blogerek. Jeśli interesuje Cię co zobaczyłam i czego na nim się dowiedziałam to zapraszam Cię do przeczytania dzisiejszego wpisu :)



Jako że nie mieszkam we Wrocławiu, czekała mnie poranna podróż z moją dzidzią autobusem :) J. był grzeczny, zaczepiał ludzi, a na miejscu pomogła nam chrzestna, która przeprowadziła młodego po wszelkich zakamarkach Wrocławia. ( Swoją drogą Wrocław jest świetnie dostosowany do osób niepełnosprawnych i opiekunów z dziećmi w wózkach ) .  Ja mogłam wygodnie usiąść na krzesełku, poznawać dziewczyny, chłonąć wiedzę i rozkoszować się pysznymi smakołykami przygotowanymi przez restaurację Novocaina.

Organizacją  spotkania zajęły się świetnie, przedsiębiorcze kobiety emanujące pozytywną energią - Karolina - OdNova Blog i Elwira znana także jako Zabiegana Mama .


Dziewczyny zadbały o doborowe towarzystwo. Mimo tego, że nikogo wcześniej nie znałam, czułam się rozmawiając z każda blogerką, jakbyśmy się przyjaźniły przynajmniej kilka lat :) Zero spiny, ale za to dużo bezpośredniości, luzu w kontakcie z drugim człowiekiem i uśmiechu :) . 

Poznałam ciekawe i piękne osobistości, a wśród nich :

- Izę - Sukces rodzi się z serca ;

- Anię - Serce do garów i Prawie Idealni  ;

- Magdę - Zbieraj się ;

- Agnieszkę - Gugusiowo 

- Paulinę - Wenus z Marsa  .


Spotkanie się troszeczkę opóźniło przez awarię prądu, ale dla nas to była znakomita okazja do wymiany zdań i skosztowania aromatycznej kawy. Zachwycałam się również wystrojem wnętrza restauracji Novocaina, bo był bardzo klimatyczny i jazzowy. (Swoją drogą chętnie zagrałabym tam swój koncert 🎷) .


Po plotach i wymienieniu doświadczenia przyszedł czas na powitanie nas przez organizatorki i właścicielkę restauracji.


Po przywitaniu przyszła kolej na prezentację bardzo designerskich, oryginalnych i dobrych jakościowo wózków z 3 kiwi . Panowie bardzo rzeczowo omawiali każdy model wózka, producenta i użytkowość produktu. Wiem, że wiele z Was patrzy ( i słusznie ) na wózki pod kątem praktyczności i ergonomiki składania, ale mnie oprócz tych dwóch rzeczy urzekł wygląd wózków... a szczególnie jednego z nich 💜
Te tukany są czaderskie!!! A wózek to bugaboo w edycji limitowanej stworzony z 92 butelek pet! :) Cóż za recykling :) 



Ale jeszcze jeden wózek skradł moje serce... 



Przyznacie, że do twarzy mi z gondolą? Poleciałam na 500 + ! A co! 

(Ciekawostka - Wiecie, że w Nysie gmina daje drugie 500 + ? :D )

Dodam tylko, że był to najwygodniejszy wózek, jaki dany mi było pchać :) 

 (Zobaczcie więcej tutaj. )




Na spotkaniu poznałam wiele inspirujących kobiet! Pracowitych, przedsiębiorczych i pomysłowych! Jedną z nich jest Wenus z Marsa, która przyszła ze swoją trzy tygodniową córcią i karmiła ją piersią. :)) Dla mnie to najsłodszy widok na świecie! 💜💜💜💜💜 :) 



Po wózkowym spacerku odbyła się prelekcja zorganizowana przez charyzmatyczną Justynę Sochacką z neo24. Dowiedziałam się na niej wielu ważnych i interesujących rzeczy, które są potrzebne w życiu blogera. Myślę, że był to bardzo pouczający wykład -  jak widać, nawet robiłam notatki :D . 




Po prelekcji skosztowałyśmy przepysznych dań z nowo powstającego menu restauracji Novocaina. Więc jeżeli będziecie we Wrocławiu i będziecie szukali miejsca, gdzie moglibyście zjeść obiad najpyszniejszy na świecie to zachodźcie na Rynek 13 do Novocainy. :) 



Na końcu naszego spotkania  odbyła się prezentacja dwóch marek. Pierwsza to czeska firma AGD ETA , produkująca między innymi blendery kielichowe, bez których nie wyobrażam sobie kuchni. Ugotowanie szybkiej zupki dla malucha, zrobienie koktajlu czy nawet lodów zajmuje teraz kilka sekund i jest bardzo wygodne. Zobacz, gdzie można kupić blender najtaniej.  

Ja przyznaję, że jestem czechofilką, a gdy jeszcze do czeskiej produkcji dochodzi design to jestem już cała szczęśliwa :)   

(Mam nadzieję, że dzięki urządzeniom od ety uda mi się kiedyś zrobić knedliki :D ) 

Oprócz Ety miałam okazję poznać markę sprzedającą mądre, dostosowane do wieku dziecka dobrezabawki.com . Filozofia firmy i ich urzekające produkty sprawiły, że wpadłam jak śliwka w kompot i zakochałam się po uszy! :D Chciałabym pracować w takim sklepie i mieć okazję się tymi wspaniałościami pobawić 😂( tylko nie mówcie nikomu).



Podsumowując IV Spotkania Wrocławskich Blogerek było przesympatycznie. 

Nauczyłam się wielu nowych rzeczy, poznałam wiele ciekawych kobiet, a przede wszystkim dostałam zastrzyku energii, żeby dalej działać, pisać, tworzyć. Głowa pootwierała się na nowe możliwości! 

A od 3 kiwi i Eta Polska dostaliśmy świetne upominki 💜💜💜



Piękną fotorelację zrobił Rafał Ryziński znany także jako fotogru.


A po spotkaniu biegłam stęskniona do swojego J. Był jeszcze czas na Wrocławskie przyjacielskie spotkania, które skończyły się sprintem z wózkiem na busa ( czy to się nazywa BuggyGym ? ) 

Czyli jednak uprawiam jakiś sport! 

Dzięki Wam wszystkim za spotkanie, nie mogę doczekać się kolejnego!

A czy Wy byłyście kiedyś na podobnym? 
Copyright © 2014 singing mummy! , Blogger