lipca 03, 2019

po(winność) urody

po(winność) urody




     W wieku 18 - lat brałam udział w konkursie teatralnym z monodramem. Konkurs wygrałam, dostałam Grand- Prix festiwalu. Publiczność w trakcie spektaklu się wzruszyła, a jury obdarzyło mnie po konkursie ciepłymi słowami. W trakcie tych rozmów padły również gorzkie słowa dotyczące mojej urody od pewnego reżysera zasiadającego w komisji : 

[..]Wiesz, ja się zajmuję ubieraniem aktorek i tancerek na scenie. Twoje nogi się do tego nie nadają, musisz coś z tym zrobić. Powinny być szczuplejsze.

Byłam lekko zdziwiona, bo w tym czasie ważyłam o przynajmniej 8 kilo mniej niż teraz. Czułam się lekko niesprawiedliwie z oceną mojej urody, tym bardziej że osąd ten mówił facet z brzuszkiem po 50-tce. 

W głowie została mi myśl, że aby być na scenie, trzeba być chudym, szczupłym, wysportowanym. A jak Ci czegoś ,,Bozia" nie dała w pakiecie genetycznym (czyt. chudych nóg), to trzeba je samemu wyhodować. I tak sobie je hodowałam, będąc na dietach, biegając, ćwicząc ,,killera" 2 x dziennie. Schudłam, ale.... nie dostałam się do szkoły teatralnej. A wyobraziłam sobie, że gdy cel URODA zostanie osiągnięty wszelkie moje marzenia artystyczne się spełnią. Tak nie było niestety. 

W tym okresie mojego życia spotykałam się również z pewnym chłopakiem. Kiedyś, odprowadzając mnie po spacerze, nachylił się nade mną i ,,opiekuńczo" wyszeptał :

  Ojejku, jaka jesteś bledziutka. Popracujemy nad tym 

 Wtedy powinnam zrobić w tył zwrot, ale niestety nie byłam jeszcze na tyle  pewna siebie, aby podjąć taki krok. Facetowi nie podoba się Twój kolor skóry i ,,delikatnie" daje Ci do zrozumienia, że gdy będziesz chodzić na solarium to zyskasz w jego oczach. Później jeszcze sugerował mi :

 ...że tak ładnie by mi było w rudych włosach... 
(Naturalnej blondynce z jasną karnacją i ciemnymi oczami raczej nie jest dobrze w sztucznych, rudych włosach. No chyba, że ma mieć look niczym gwiazda porno z RFN :D ). 

Wielokrotnie od ,,dobrych koleżanek" (które się wyautowały z mojego życia ✌) usłyszałam, abym wydepilowała brwi (bo zarosną mi zaraz powieki),  pomalowała się ( bo jestem brzydka bez makijażu), nie zakładała krótkich spodenek (mając widoczne żyłki na nogach).

Jeszcze do niedawna niestety również oceniałam ,, powinność " innych osób względem urody. 
Moje poczucie estetyki chciałam w sposób dyktatorski wprowadzić w innych ludziach, podśmiewając się z nich, że nie są wydepilowani, tam gdzie ,, powinni". Że z takimi nogami to lepiej zaprezentować się w długiej spódnicy, niż w krótkich szortach. Bulwersując się, jak można chodzić bez stanika (szczególnie mając obfity bądź obwisły biust). 

Dziś wiem, że te wszystkie osądy wynikały z tego, że sama byłam bez przerwy oceniana i nie kochałam siebie szczerze.  Moje podejście do tematyki cielesności zmieniło się diametralnie po ciąży, porodzie i karmieniu piersią. Poznałam wspaniałą funkcję swojego ciała, zaakceptowałam je i pokochałam. 

Aktualnie mam parę kilogramów więcej niż parę lat temu, brzuch rozciągnięty, piersi ,, nie pierwszej świeżości". Ale niezwykle kocham siebie i czuje się najpiękniejsza właśnie w tym momencie swojego życia.   Moje piękno pochodzi z wewnątrz. Gdy jestem szczęśliwa, czuje się piękna, a gdy czuje się piękna, chce pięknie wyglądać. Nie myślę już o żylakach zakładając krótką spódniczkę ,,byle kogoś nie urazić estetycznie". Z lekkością zakładam dekolty, które pokazują moje niedoskonałości. Uwielbiam makijaż i to, jak z pomocą niego można wydobyć piękno kobiety, ale nie mam problemu z tym, żeby świat zobaczył mnie w wersji ,,no make-up".  Niezwykle cieszy mnie komplementowanie innych kobiet i zachwycanie się ich pięknem. Jedno dobre słowo może niezwykle otworzyć zakompleksioną dziewczynę i rozwinąć jej poczucie wartości. To jak słońce i woda dla rośliny - możemy podlewać innych ludzi naszą życzliwością, miłością i dobrymi słowami. A mankamenty naszej urody przekuwać w jej atuty 💜  

Zachęcam Was wszystkich, aby zacząć dbanie o urodę od ,,kosmetyki wewnętrznej". Dbanie o umysł, duszę, psychikę. Dbanie o ciało miłością i akceptacją. 

Dajmy wolność sobie i innym w odczuwaniu piękna 💜 


#ciałoboginizanicsieniewini


kwietnia 10, 2019

Koncert odwołany z powodu... dziecka!

Koncert odwołany z powodu... dziecka!
Nie dalej jak dwa dni temu napisałam od dłuższego czasu coś na blogu. Post nosi przewrotną nazwę  ,,...i zawsze będę złą matką" i traktuje o tym, że matka to nigdy nikomu nie dogodzi. Szczególnie jak koncertuje - weźmie dziecko na koncert - źle. Nie weźmie - też źle - bo nie wychowuje.

Zdążyłam trochę ochłonąć z emocji, które towarzyszyły mi pisząc artykuł,  jednak dzisiaj rano przeczytałam coś, co wstrząsnęło mną dobitnie.

Wokalistka, Martyna Kwolek, której zespół nosi nazwę Early Birds na swojej tablicy facebookowej napisała takie słowa :

Całkiem niedawno dzieliłam się tu z Wami spostrzeżeniami na temat zbawiennego wpływu macierzyństwa na moje śpiewanie i wszystko wokół niego.
Sprawa w sumie aktualna. Śpiewanie traktuję jak nagrodę, próby z chłopakami jak rarytasik, a koncertowanie jak prawdziwe święto.
Tylko co się dzieje z tą małą Ptaszynką kiedy nadchodzi świąteczny dzień i mama jest na scenie?
Co dziać się POWINNO:
Dzidziuś smacznie chrapie w swoim łóżeczku, po ulubionej kąpieli, w spokoju i ciszy wita się z Morfeuszem, nawet nie zauważywszy, że mamy nie ma obok. Tata lub babcia czuwa nad jej spokojnym snem, karmiąc ją, odciągniętym wcześniej przez mamę, mleczkiem z butelki.
(Naprawdę mnie też podoba się ten wariant, wręcz mieści się w sferze moich marzeń)
Tymczasem RZECZYWISTOŚĆ:
Jeśli wieczorem nie ma obok mamy, ryk niemiłosierny, płacz a la dinozaur, mowy nie ma o piciu z butelki. Only cyc.
I weź tu ją zostaw.
No to ją biorę ze sobą.
Wszędzie, gdzie jest koncert. Do Krakowa, Warszawy, Cieszyna, Ustki...
Zakładam słuchawki na uszka, oddaje w ręce taty, żeby zamotał w chustę, w przerwach karmię, uspokajam, jestem.
Wybieram mniejsze zło.
To tak z mojej perspektywy.
Dzisiaj dowiedziałam się, że nasz najbliższy koncert w Warszawie zostaje definitywnie ODWOŁANY, bo... Zamierzałam przyjechać z dzieckiem (dla ścisłości tata też miał być). Organizatorzy skreślili nas po tym, jak zapytałam czy będzie dla nas garderoba, bo planuję być z dzidzią i fajnie gdyby było gdzie ją odłożyć jak zaśnie.
To było zwykłe pytanie. Rozeznanie terenu.
A tu grom. "Zamiast zorganizować sobie opiekę nad dzieckiem, woli Pani wieźć dziecko z Katowic do Warszawy, po to by zagrać koncert, a następnie wracać do Katowic. (...)Niech Pani lepiej zostanie w domu, z dzieckiem - to znacznie ważniejsze, niz koncert w warszawskim klubie".
Czyli co?
Jestem złą matką, bo chcę koncertować dalej niż w Sosnowcu? Czy że w ogóle chce koncertować? A może dlatego, że nie czekam z tym, aż przestanę karmić i dziecko będzie mniej zależne ode mnie?
Przez chwilę w to uwierzyłam.
To nie było miłe uczucie.
Ale ej, chwila, zaraz, zaraz. Co z tymi tekstami: "Szczęśliwa mama, szczęśliwe dziecko"? Co z tym, że przecież de facto Małej nie dzieje się krzywda, jest przecież blisko swoich rodziców, jest bezpieczna. Fakt, że czasem popłacze w trakcie koncertów (jak ostatnio w Harrisie), ale czy to nie lepsze od widoku sfrustrowanej mamy, która tęskni za sceną?
Mętlik w maminej głowie.

Według mnie gościu zarządzający klubem zachował się poniżej pasa. Czy wokalistka prosiła go o rady :
,, Przepraszam, bo ja tu tylko śpiewam, a tak się zdarzyło że mam jeszcze dziecko, nie wiem co z nim zrobić, hehe".

Nie!

Ona się spytała, czy mogłaby poprosić o garderobę dla niej, partnera i dziecka. W zamian za to usłyszała : co powinna, czego nie powinna, jak należy dziecko wychowywać i gdzie powinno w tej chwili być.  Usłyszała od obcego faceta, który nie zna jej, nie zna jej sytuacji i nie zna dziecka.

Sama grałam joby i koncerty w ciąży i karmiąc piersią, jak i również zostawiając dziecko z ,,odciągniętym mlekiem" i  butlą. Tak jak Martyna napisała - marzeniem byłoby odciągnąć mleko, dziecko zostawić nakarmione w cieplutkim mieszkanku i mieć komfort na scenie. Ale życie nie jest często takie jak sobie zaplanujemy. Szczególnie z małym dzieckiem.

Taki niemowlaczek nie odróżnia mamy od siebie i dzieje się tak do około szóstego miesiąca. Wyobraźcie sobie, że jak chodziłam po porodzie na fitness to mój mąż w domu przeżywał istny armagedon. Płacz, krzyk, pisk i cokolwiek możecie sobie wyobrazić. Czy dziecko było głodne? Nie! Czy dziecku było zimno? Nie! Czy dziecku było źle? Tak - bo dziecko tęskniło za mamą! Chociaż było z tatą, którego dobrze znało, to jednak przez pierwsze miesiące swojego życia potrzebuje mamy jak nikogo innego.

Czy to oznacza w takim razie, że mama powinna być na wyłączność dziecka i nie wychodzić z domu?

NIE!

Rozumiem, że jeżeli ktoś pracuje na oddziale psychiatrycznym, w biurze czy w przedszkolu to niechętnie wraca z urlopu macierzyńskiego, ale uwierzcie mi że bycie muzykiem, wokalistą nie można z czymś takim porównywać. Śpiewanie to misja, pasja, miłość, sposób wyrażania siebie, coś co pozwala nam delikatnie dotknąć ulotności i czegoś większego niż materii. To także sposób na życie i zarabiania pieniędzy.


Wyobraźcie sobie, że macie swój ukochany ogródek - kwiaty, rośliny, warzywa. Kochacie się nim opiekować i cieszą Was owoce pracy nad nim. Podlewacie go, pielęgnujecie, przycinacie i wyrywacie chwasty

 SYTUACJA PIERWSZA -  Rodzicie dziecko - chcielibyście, żeby poszło z wami do tegoż ogródka. Więc motacie je w chuście ( tak jak to się robi od niepamiętnych czasów) i pracujecie nad tym co tak długo już pielęgnujecie.  Ogródek rośnie, dziecko również. Kiedy jest już starsze pomaga Wam przy pielęgnacji, pyta się, podlewa, przesypuje, a potem wraca do swojej zabawy. Wielokrotnie powtarza, że ogród jest piękny i je kocha.

SYTUACJA DRUGA - Rodzicie dziecko - chcielibyście, żeby poszło z Wami do tegoż ogródka, ale Pani z komisji działkowej nie pozwala wprowadzać dzieci na działkę ponieważ dzieci psują kwiatki, sikają na nie, płaczą i zakłócają spokój innym działkowiczom, a ponadto na działkach jest spożywany alkohol.  Więc nie chodzicie na ogródek przez co najmniej rok. Po roku nie mogąc doczekać się jak tam Wasze plony się mają - zastajecie obraz suchej ziemi. Nędznego, jałowego ogródeczka który niczym nie przypomina tego czym był. Nie macie już siły żeby pracować na ogródek od początku, więc olewacie sprawę i wracacie do domu. Będąc smutni, zrezygnowani i nie wiedząc kogo macie obarczać swoim nieszczęściem - czy dziecko, czy siebie czy Panią z komisji działkowej.

Drugim istotnym problemem, który zauważyłam przyglądając się tej sprawie ( oprócz totalnie nieempatycznego zachowania kierownika klubu ) to niechęć. Niechęć do dzieci w przestrzeni publicznej, szczególnie w przestrzeni muzycznej.

Czytając komentarze pod postem Martyny mogłam dowiedzieć się od komentujących (niestety w większości kobiet) , że ,,jak się narobiło dzieciaka to trzeba siedzieć z nim w domu", ,,grać koncerty dla przedszkoli, a nie w klubach", ,,nie robić z siebie ofiary Madki z gówniakiem".

( Słowo Madka ma niezwykle pejoratywny charakter i oznacza osobę, której jedynym osiągnięciem życiowym jest urodzenie dziecka i bycie pazernym, roszczeniowym i chamskim. ) 

Szczególnie dotknęły mnie te komentarze, bo obrazują jaki stosunek do dzieci mają Ci ludzie - w wielu przypadkach muzycy. Muzycy, którzy powinni być wrażliwi, empatyczni i dobrzy, żeby przekazywać publiczności piękno sztuki.

Wszyscy zachwycamy się Joey Alexandrem, który już w wieku 10 lat grał tak na pianie, że niejeden muzyk za swojego życia nie osiągnie takiego poziomu zaawansowania.

A czy ktoś z Was pomyślał, że aby dojść do takiego poziomu musiał być totalnie osłuchany z jazzem, muzyką szeroko pojętą, mieć rodziców którzy przelali ich miłość do muzyki na syna?

Słowa, które padły w kierunku  Martyny i jej córki bolą jeszcze bardziej, kiedy uświadomimy sobie, kim jest dziecko. Pracuję na co dzień z dziećmi jako instruktor zajęć umuzykalniających ( w szczególności z niemowlętami ) i gdybym myślała o nich jak o ,,gówniakach" to nawet nie miałabym po co do pracy przychodzić. Dziecko to taki sam człowiek jak Ty i ja, tylko z trochę innymi potrzebami, inaczej komunikujący się z otoczeniem, mały i szczególnie wrażliwy na świat. Pełen godności człowieka.

Warto również wspomnieć o tym, że największy rozwój  zdolności muzycznych dzieci przypada na okres prenatalny a kończy się  koło 3 roku życia. Więc uczestnictwo w takich wydarzeniach niesie również wiele pozytywów, oprócz zacieśniania się więzi między dzieckiem a mamą.

Wiele wokalistek podróżuje z dziećmi, bierze je w trasę i karmi piersią. Wspominała o tym nasza polska Aga Zaryan, Natalia Kukulska a z zagranicznych to między innymi Jazzmeia Horn, Pink, Shakira.

( Zobacz post koncertowanie a karmienie piersią. )

Chciałabym, żebyście zrozumieli realia tejże pracy - jeżeli mama wyjeżdża paręset kilometrów dalej to oznacza to, że nie będzie jej przynajmniej dobę w domu ( Podróż, próba, przygotowanie się do koncertu, odpoczynek, malowanie, koncert, pakowanie sprzętu, podróż). Jeżeli weźmie dziecko ze sobą to rozłąka z dzieckiem będzie tylko podczas koncertu ( czyli ok. godziny). Po drugie - to rodzic decyduje jak wychowuje dziecko. Martyna spytała się tylko o garderobę - gdyby usłyszała, że nie mogą jej udostępnić, poszukała by czegoś innego : zapewne hotelu, sali zabaw, czy jakieś kawiarni ,,kids friendly", gdzie tata dziecka mógłby być podczas koncertu. Niestety zamiast odpowiedzi dotyczącej garderoby usłyszała, że koncert odwołują. Moim zdaniem można by zaliczyć takie zachowanie jako dyskryminację i mam nadzieję, że człowiek który zachował się w ten sposób, zrozumie że nie ma prawa nikomu narzucać swojej woli, a tym bardziej odwoływać koncertu z jego ,,widzi mi się".


Bardzo Was proszę, naróbmy pozytywnego szumu dla Martyny, jej zespołu i córeczki. Okażmy jej wsparcie :)  Posłuchajmy pięknego utworu w wykonaniu zespołu ,,Early Birds - Powrót Motyli" .



Martyna Kwolek - wokalistka, kompozytorka, autorka tekstów, liderka zespołu Early Birds, absolwentka wokalistyki jazzowej Akademii Muzycznej w Katowicach oraz edukacji muzycznej Uniwersytetu Śląskiego. Zdobywczyni Grand Prix Międzynarodowego Festiwalu ,,Voicingers" 2016. Nagroda ta umożliwiła wokalistce nagrać swój debiutancki album wraz z zespołem dla słowackiej wytwórni Hevhetia. Mama dziewięciomiesięcznej Neli :)


Więcej miłości, więcej akceptacji wyborów, więcej życzliwości - wszystkim będzie żyło się lepiej! 💜💜💜


kwietnia 08, 2019

...i zawsze będę tą złą matką

...i zawsze będę tą złą matką

Może i nie byłabym najgorszą mamą w oczach niektórych osób, gdybym nie studiowała, nie pracowała. Siedziała w domu rodząc dzieci w małych odstępach czasowych. Wychowywała je i była z nimi  24 h na dobę, 7 dni w tygodniu.

Ale wiem, że takie życie nie jest dla mnie dlatego dla niektórych zawsze będą tą złą matką. 

Tą która bierze dziecko na koncert, żeby choć trochę z nim pobyć. Tą która go nie weźmie na koncert, żeby się dziecko wyspało w swoim łóżeczku i żeby go nie męczyć podróżą ( ale wtedy nie jestem z pociechą i zwalam opiekę nad nim na osoby trzecie. )

 Tą która czasami mu puści bajkę, pozwoli sporadycznie zjeść coś słodkiego i nie położy spać o 20:00. 

Matką, która niekiedy bezsilnie rozłoży ręce, bo wykorzystała już wszystkie znane sposoby na uspokojenie malucha.

Matką dziecka, którego zachowanie bywa nie do wytrzymania.



Każda z nas jest złą matką... ale w oczach innych ludzi.



Na każdą chorobę, zachowanie, kaprys dziecka ,,odpowiada " matka.

Dziecko mało je - na pewno dawałaś mu za dużo cukru!
Dziecko chore? - Źle ubrane.
Niegrzeczne - przez Ciebie, mamo!
 Introwertyczne? - Nie uspołeczniasz go!
Zbyt ruchliwe? - Najpierw do Ciebie należy je  wychować, żeby tak nie biegało!
Za mało mówi - A może nie czytasz mu książeczek?
Płacze - Nie powinnaś go brać od razu na ręce!

Nie powinnaś, nie możesz, musisz, powinnaś, trzeba, jak mogłaś, tak się nie robi...

Brzmią w ustach niektórych osób jak mantra. Boli je jak wychowujemy dzieci, mają najwięcej rad na każdą sytuację. Ale bardzo często zdarza się, że nie ma złotego środka który by wszystkim pomógł.


Może należy sobie zadać pytanie - DLACZEGO ?

Dlaczego nie lubisz, jak zachowuję się względem swojego dziecka?

Dlaczego boli Cię to, że je bardzo często przytulam?

Dlaczego nie podoba Ci się jak karmię dziecko i w jakich odstępach czasowych?


Tak dużo wad widzimy dookoła siebie. Dzieci bez czapeczek, dzieci z tabletami, dzieci karmione mlekiem modyfikowanym, dzieci urodzone przez cesarskie cięcie. Dlaczego te tematy nas kują, dotykają i każą wewnętrznie odezwać się w celu napomnienia matki.

Może dlatego, że własnie w tych sferach życiowych mamy jakieś niepowodzenia, żywimy zazdrość i zawiść, czujemy się niesprawiedliwie. Może brakuje nam własnej rodziny i własnych dzieci.  Naszą pustkę zasłaniamy lustracją,   szydząc z innych rodziców.

 A może w tej czułej mamie widzimy to, czego my nie dostaliśmy w dzieciństwie - bezpiecznego domu z dwojgiem kochających się rodziców. 

Jakiś wewnętrzny głos mówi nam, że też byśmy tak chcieli. Ale tego nie mamy. Dlatego zaczynamy wojować słowem, gestem, religią i powinnościami. Co powinno się robić/ a czego się nie powinno. Co jest dobre, a co złe. Krzyczymy ile sił nam starczy w płucach jednocześnie nie dopuszczając do głosu swojego ja. Intuicji i głosu serca, które często mają dla nas odpowiedź - co uczyniłoby nas szczęśliwych.

Dlatego poproszę Was wszystkich czytających - skupmy się na sobie. Bo jeżeli my będziemy szczęśliwi to i świat będzie szczęśliwszy. 💜

Dajcie matom być matkami jedynaków, siedmiorga dzieci, karmionych naturalnie i sztucznie. Dajcie matkom być matkami, które poświęcają całe swoje życie dzieciom i takim, które oprócz życia rodzinnego będą spełniały się zawodowo i naukowo.

Szczerze mówiąc - czuję się dobrą mamą, choć zawsze wiem że można byłoby być lepszą. Wiem, że staram się jak mogę żeby zaspokoić różne potrzeby mojego dziecka - czasem się udaje, innym razem nie. Często mam wyrzuty sumienia - może powinnam to wszystko rzucić i zostać w domu? Ale wiem ( bo już to przerabiałam ) że takie życie mnie nie satysfakcjonuje.

Jestem pewna, że każda mama stara się ile może żeby dać to co najlepsze swojemu dziecku ( brzmi jak slogan reklamowy, co nie? 😆 )
w każdej religii, kulturze, wyznaniu i społeczności w której się znajduję. Czy jest samotną mamą, czy wychowuje z partnerem dzieci z różnych związków. Była żona alkoholika czy mama w zdrowym związku. Każda stara się uchylić nieba swojemu dziecku. Wiadomo, że nie zawsze wychodzi. Ale warto się starać... 💜💜💜

Copyright © 2014 singing mummy! , Blogger