września 07, 2017

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Opowieść o powolnym usychaniu.

Każdy z nas zna go. Siedzi pod maską zawsze uśmiechniętego i dowcipnego kolegi, przystojnego chłopaka czy szanowanego wujka, który dorobił się trzech domów, a jego firma ma 10 filii w Europie.

 Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet… a wydają się, jakby je uwielbiali.

Taki mężczyzna kocha na zabój, jego spojrzenie jest przenikające, palące Do czasu.
Na początku jest zabójczo szarmancki, romantyczny, mówi do nas słownikiem wyrazów bliskoznacznych. Jego dusza cierpi, ale za nic w świecie tego nie pokaże. Chce wygrać grę ,,najbardziej zajebistej osobowości roku” i mu się udaje.

On poznaje ją. Między nimi wibrują fale namiętności, chemii, zrozumienia, podobnej energii. Jest cudownie. Wspólne poglądy polityczne, religijne. On po przejściach, ona z historią. Trafili na siebie jak ciasto drożdżowe w śliwkę.  On pokazuje, jaka jest cudowna. Nie szczędzi jej komplementów, wspólnych rozmów i czasu. Daje kwiaty, zaprasza do kina. Mają udane życie erotyczne, emocjonalne i intelektualne. Nic nie wskazuje na przyszłą tragedię.


Jest tak dobrze, oboje są dorośli, dlaczego by nie postarać się o dziecko? O ich wspólne życie na tej ziemi. Starania trwają parę lat, co raz ich zbliża do siebie, raz oddala. Na pewno spaja.
Jest! W końcu ciąża, tak wyczekana. Będzie idealnie.
On pomaga w domu, przynosi zakupy, jest strzałem w dziesiątkę, wygraną na loterii życia.
Po urodzeniu cieszy się z dziecka jak nikt. Zajmuje się, nosi i kocha.

Po paru latach kupują za wspólną gotówkę wspólne mieszkanie. Mieszkanie własnościowe zmienia jego podejście do niej. ( Jakaś cudowna k***** magia mieszkania!)
Już mniej się stara, już mniej potrzebuje, już mniej jest ognia. Nie sprząta i nie robi zakupów, bo w końcu to damskie zajęcia. Przynajmniej u niego w domu zajmowała się tym mama. Tata był od pracy, więc on też pracuje jeszcze więcej.

Rozmawiają już mniej o wszystkim, przytłoczyły ich obowiązki. Nawet te małżeńskie.
Dlatego jest kolejna ciąża. Kolejna, ale nieplanowana. On nie chciał kolejnego dziecka, zawierzył kwestie antykoncepcji kobiecie. Obwinia ją o kolejne życie, do którego on się przyczynił.
Ona czując się winna bierze wszystko na siebie.
On pracuje jeszcze więcej, żeby wyżywić rodzinę, ona jest coraz bardziej zestresowana.
Kłócą się o wszystko- o pieniądze, czas, dzieci.

Po urodzeniu on nie ma siły zająć się rodziną-przecież pracuje całymi dniami. Chciałby przyjść, odpocząć i zobaczyć jak w telewizji uśmiechniętą, wymalowaną żonę w butach na obcasach, pięknie upiętych włosach i makijażu jak od najlepszej vlogerki. Ona  jednak wygląda inaczej. Brudna, spocona, zaniedbana, brzydka. W domu zapieprza z ciszą na ustach i wewnętrznym krzykiem rozpaczy. Nie porozmawia z nim o swoich odczuciach, nie zaapeluje bojąc się usłyszeć ,,Chciałaś dzieci to je teraz wychowuj". Jest sama do ugotowania, posprzątania, zajmująca się znoszeniem kolki mniejszego i płaczem starszaka. Śpią osobno, gdyż on nie chce wstawać w nocy do maleństwa-musi być wyspany.
Ona ledwo dyszy, wraca do pracy, żeby żyło im się na jakimś poziomie. W końcu jedna wypłata nie spłaci kredytu, nie wyżywi rodziny i nie ubierze. 

Ona jest wrakiem człowieka, ale nie powie mu nic… bo taka jej rola. On by chciał mieć ogień w łóżku, restauracje w kuchni i firmę sprzątającą w jednej osobie, a tu taka zgorzkniała, szara, brzydka mysz.  Ona jest nieszczęśliwa. On też. Nie rozmawiają o sobie, ale doskonale opanowali sztukę wytykania swoich błędów.

Dzieci non-stop płaczą, bo krzyk rodziców w domu słychać o wiele częściej niż czuć przytulenie.
On dostaje do głowy z tego płaczu, więc szuka pocieszenia w pobliskim barze z jakimiś przypadkowymi gośćmi, którzy nie wymagają od niego żadnego poziomu intelektualnego.Po prostu są. Wspierają wzrokiem, uśmiechem i kieliszkiem. Poziom stresu jest tak duży w chacie, że najlepiej z niego wyjść i go znieczulić alkoholem.

Ona zajęta dziećmi i swoją niedolą nie ma siły nic z tym zrobić. Nie łączy ich już nic, prócz dzieci, kredytu i mieszkania.

On  czuje się niedoceniony. Nie spali ze sobą od roku. Zauważa, że może się komuś jeszcze spodobać. W końcu cały czas jest przystojny, ma niezłą gadkę i w końcu ktoś zauważył w nim boskiego samca alfa. Znika wieczorami na popijanych imprezach, gdzie wszyscy są mili, rozluźnieni, w przeciwieństwie do niej-wiecznie pospinanej i nieszczęśliwej.

On jest mężczyzną, który nienawidzi kobiet.

Facetem, który nie bierze odpowiedzialności za swoje postępowanie. Gościem, który nie jest fundamentem, ale przeszkadzającym konarem. Typem, który widział taki obraz w swoim domu i obiecał sobie, że u niego w życiu tak nie będzie. Pragnie ładnej buzi, jędrnego tyłeczka, uśmiechu wypełnionego białymi zębami i czystego domu. Każe sobie parzyć i przynosić herbatę. Przed kolegami chwali się, jakich to nie ma cudownych i zdolnych dzieci, nie przykładając do ich wychowania ani grama wolnego czasu. Na imprezach świeci błyskotliwością żartu i poczuciem zajebistości i wyższości. Nie wyśle jej na masaż, nie wesprze ciepłym słowem, nie kupi bez powodu bielizny, nie weźmie do teatru.  Chce jej uśmiechu, ale jego chore ego jest ważniejsze-to ona ma  się troszczyć o niego jego. Nie przytuli, nie pogładzi, bo nabrał do niej obrzydzenia. Przecież on zakochał się w pięknej, mądrej kobiecie, a przed swoimi oczami widzi ledwo żywe kawałki rozbitego nieszczęścia.

Gdyby podlewał jej serce czułością i miłością, ona rozkwitłaby jak najpiękniejszy kwiat.
Ale uschła jak opuszczony sad.


Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet jest o wiele więcej niż sądzimy. Pracują z nami, mieszkają za ścianą. Może nawet piastują ważne stanowisko w urzędzie?

Przerzucają się potem na młodsze modele uśmiechniętych pań, z pasjami, wykształceniem i wysokim libido. Myślą, że kochają kobiety.

Życzę Ci mężczyzny kochającego naprawdę. Mężczyzny, który kocha kobiety. Kochającego Ciebie całą,na wskroś i wszerz :)  Przy którym rozkwitniesz i będziesz trwała w tym kwitnieniu jak najpiękniejszy ogród.



Ja takiego mam. 💜💜💜💜💜

5 komentarzy:

  1. Fajny tekst! Nie zwalałabym całej winy na mężczyzny, bo często zaczyna się od tego że kobiety wymagają tego aby mężczyzna zgadł o co im chodzi, a jeśli mu nie wyjdZie to się obrażają i ludzie zaczynają się oddalać... :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! 100 % prawdy! Dzięki,że to napisałaś! :) pozdrawiam

      Usuń
  2. Może "nienawidzi" to za duże słowo w tej sytuacji?

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałem bardzo długi komentarz, w podobnym tonie co Twój wpis. Ale go wykasowałem, bo uważam, że to dziecinada odpowiadać na frustrację frustracją.

    Wpis jest do bólu tendencyjny, wybiela kobietę i oczernia mężczyznę. Każdy związek jest inny, trudno generalizować. Ale bardzo rzadko jest tak, że winna jest tylko jedna strona.

    Ja np. nie zniósłbym tego, że moja żona gotuje/zmywa/sprząta a ja nie. Mieszkam sam i wykonuję te wszystkie czynności. Drażni mnie obrazek żony, która akceptuje rolę kury domowej. Jestem za jak najszerszą równością i podziałem obowiązków. Z kolei od dawna planuję, jak chcę wychować moje przyszłe dzieci, bo to jest jakby moje dzieło, coś, co mogę sam ukształtować. Tu też nie ma więc mowy o wykręcaniu się sianem.

    Z drugiej strony nie mam zamiaru przyjmować roli spełniacza zachcianek i adoratora. Jak równość to równość.

    Czy czyni mnie to mężczyzną nienawidzącym kobiet? (Pytanie retoryczne, do przemyślenia.)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że nie zrozumiałeś mojego wpisu dokładnie. Tu nie chodzi o zachowanie ,, było różowo, ale się zrąbało..." tylko o szczery brak szacunek do kobiet. Znam takich mężczyzn, którzy na pierwszy ( i drugi ) rzut oka wydają się być spoko gośćmi... ale w głębi duszy z każdą kobietą toczą spór, uważają ją za głupszą od siebie i stworzoną do rzeczy mniej ważnych ( np tylko do gotowania i dawania d.) Taką postawę reprezentuje niejaki polityk Janusz K. M.

    Zapewne źródła takiego zachowania należałoby szukać w dzieciństwie, modelu rodzinie i kulturze, w której dany osobnik się wychował.

    Dla mnie mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet to tacy faceci, którzy nigdy nie potrafili kochać na prawdę. Kochać całościowo - z wadami, z chorobą, na złe i dobre.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 singing mummy! , Blogger