marca 17, 2018

poszła baba do ZUS-u




Poszła baba do ZUS-u i...

na pewno coś ciekawego musiało się wydarzyć!


Pamiętaj, obywatelu drogi, w ZUS-ie obowiązuje jedna złota zasada - jeżeli Ty masz im donieść jakieś pisemeczko masz na to zasrane 2 dni od otrzymania zawiadomienia. Co z tego, że potrzebujesz podpisów, pieczątek i druczka z miejsca oddalonego od inspektoratu o 500 km? Nic z tego. Albo im to dasz albo jesteś skończonym wg nich darmozjadem i powinieneś im oddać wszystkie pieniądze pomnożone razy 2.


Ale jeżeli oni coś mają dla Ciebie zrobić.... o kochaniutcy! Oni mają na to czas! Czasu tyle ile trwa podróż człowieka na księżyc i z powrotem (może jeszcze taki kosmonauta sprawdzi, czy istnieje życie na Marsie, wróci... a tu sprawa dalej niezałatwiona).





Pozwólcie, że podzielę się z Wami moją historią ( jeżeli macie podobne, piszcie w komentarzach 💚).

Tak w skrócie - potrzebowałam zaświadczenia, że kończę pobierać rentę rodzinną z powodu zakończenia studiów. Było to 7 miesięcy temu (czyli tyle, ile trwa ciąża u niedźwiedzi). ZUS w miejscowości B. nie mógł mi wydać tego zaświadczenia - BO SE NE DA, więc jechałam do społeczniaków w miejscowości A. Pani urzędniczka coś tam mi powiedziała w swoim języku urzędowo - śląskim, i oznajmiła, że ona nie może mnie teraz wypisać, bo za parę dni mogę jej przynieść zaświadczenie, że podjęłam naukę gdzie indziej. ( Acha, spoko. Rozumiem. Wszyscy ludzie to oszuści, kręcą, majaczą. Dlatego ZUS-ik jest taki sprytny i nie wylogowuje ludzi z systemu od tak. Oni są sprytniejsi od Ciebie darmozjadzie! Zwołują komisję co rok, żeby zobaczyć czy noga, której nie masz przypadkiem Ci nie odrosła...).

W miejscowości A. Pani Kryśka coś tam napisała, mieli mi wysłać pisemko. Ale żeby nie było, zadzwoniłam jeszcze do centrali. Tam Pan mówiący językiem urzędowo-urzędowym (swoją drogą mogliby dawać interesantom takie słowniczki ,, Urzędowy język dla laików i imbecyli") oświadczył mi, że sprawa jest załatwiona, w trybie pilnym wysyłają mi druczek i wylogowują mnie z systemu.



(Zależało mi, żeby usunęli mnie z systemu, ponieważ gdybym tego nie zrobiła, mogłyby mi grozić problemu ze strony zielonych. Oddawanie pieniędzy, kary, pisma, decyzje, zażalenia, wszczęte postępowania).





Mija 7 miesięcy. Myślałam, że wszystko jest załatwione. Nie ogarnęłam, że pisma nie dostałam ( tu pieluchy, tu obiad, tu spacer, ,,tu mieszkamy, tu ściana.... ").

Aż pewnego pięknego dnia idę  zarejestrować się w urzędzie, gdzie można szukać pracy, kursów i studiów, bądź starać się o dopłatę do działalności gospodarczej.

Podchodzę do tzw. okienka. Pani urzędnik miła, chce mi pomóc, ale co się okazuje - że, motyla noga, ZUS przez 7 miesięcy nie zdołał mnie wylogować z systemu i wysłać pisma. Ach te zbóje!

Pędzę szybko do tych zielonych złodziei, pobieram bilecik, siadam przy stanowisku gdzie pracuje Grażyna ( która już mnie kojarzy jaką tę od ,, zaświadczeń których się nie da załatwić" ale udaje, że mnie widzi pierwszy raz ).

Teraz odbędzie się klasyczna rozmowa w tym przybytku od ubezpieczeń społecznych:

Ja: - Dzień dobry, już ponad pół roku próbuję od Was wyegzekwować  wylogowanie mnie z systemu i pobranie zaświadczenia mówiący o okresie pobierania przeze mnie renty rodzinnej celem przedstawienia w PUP-ie.

Grażyna : -Proszę PANIĄ (Tak, urzędniczki zazwyczaj mówią proszę panią) nie mogę tego zrobić. Widzę, że Pani jest w systemie, ale nie mam wglądu do dokumentacji, bo wgląd dostępny jest w inspektoracie w mieście A.  Gdyby Pani była wylogowana z systemu, wtedy mogłabym zobaczyć Pani dokumentację i wydać zaświadczenie.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
😑😑😑😑😑





Dzwonię do centrali, żeby się czegoś dowiedzieć... Po trzech godzinach trzymania telefonu przy uchu dodzwoniłam się, HURA! W telefonie słyszę beznadziejne komunikaty nagrane przez jakiś syntezator mowy (,,Jeśli chcesz się spytać o coś tam coś tam naciśnij jeden..." i tak dalej.)

 Pani syntezator mowy Iwona oświadcza mi ,, Twój czas oczekiwania to 7 minut". Czuję się zaszczycona! Odbiera tym razem miły Pan, mówi w języku ludzkim ( tzn. zrozumiałym dla mnie prostej blondynki z południa).  Twierdzi, że wszystko powinno być załatwione, wszak we wrześniu złożyłam wniosek, powinni mi go wysłać. Mówi, że zadzwoni do zielonych w mieście A. i ich pogoni. Pisze maila, żeby w trybie pilnym mi wysłali ,, o moje wymarzone, o moje wytęsknione...." pisemeczko.


Mija tydzień, mieli się ze mną kontaktować, dzwonić, pisać. Mieli drzwiami i oknami posyłać swoich gońców, gołębie listowe z zaświadczeniem. W podzięce miałam dostać czekoladki przeprosinowe i bukiet różowych róż (przepraszam, fantazja mnie poniosła).

Mija tydzień i nic. Czas po raz któryś tam z kolei ruszyć się z miasta B. do miasta A. celem załatwienia jednego kurka, małego pisemka.


Znacie książkę sekret? Siłę pozytywnego myślenia? Wierzycie w potęgę podświadomości?

Wchodzę (sami wiecie gdzie), uśmiechnięta, zrelaksowana, że może ,,tym razem się uda. " Wszak jestem u zielonków w mieście A.

Pobieram bilecik, czekam w kolejce 20 minut, podchodzę do Krystyny, przedstawiam sytuację (oczywiście z najłagodniejszym tonem głosu i pozytywną aparycją, jaką mogę z siebie tylko wydobyć). Krysia patrzy na mnie i mówi :

- No wie Pani, ja tego nie mogę zrobić, nie mogę Pani wylogować z systemu. Napiszę taką prośbę, żeby ,,komórka systemowa" (czy coś takiego) wydała Pani takie zaświadczenie. 

- (ja oczywiście w szoku) - ale... jak to... Nie rozumiem, dlaczego Pani nie może?  To kto może to wydać?

- Ja nie mogę tego wydać, bo może to zrobić tylko ,,komórka".

-....ale ja nadal nie rozumiem. Dlaczego Pani nie może?

- bo ja nie mam takich uprawnień. To tak jak w banku, każdy jest do czegoś innego. Ja jestem tylko od zaświadczeń.


Szok.  Dziękuję Pani Krysiu, chciała być Pani miła, nawet widziałam w Pani oczach zrozumienie i empatię. Co prawda, nadal nie rozumiem, dlaczego Pani nie może nacisnąć mi krzyżyka w systemie, dodać adnotację - nie pobiera świadczeń - ale to nic... Ja rozumiem, że w ZUS-ie nie możecie robić wszystkiego na czas i od razu, no bo cobyście mieli do roboty na całe miesiące. Nowoczesność, praca z komputerem - pewnie - to Wasza mocna strona. Nawet założyliście ostatnio platformę internetową, która rzekomo wszystko ułatwi. Nie trzeba wychodzić z domu, można do tego posłuchać ulubionej muzyki i to wszystko załatwiając sprawy urzędowe.

Dziękuję Wam drogie urzędy za urozmaicanie mojego jakże nudnego żywota! Rozumiem Waszą misję. Chcecie w tych szarych, niecieszących się życiem Polakach wzbudzić choć trochę intensywnych emocji. Sponsorować emocje takie jak w ,,trudnych sprawach " tylko na żywo. A może dlatego średni wiek Pani urzędniczki to 50 lat bo jeszcze pamięta czasy komuny? Kiedy urzędnik był kimś, a Ty szary człowieczku, nikim. Kolejki, prośby, dawanie ,,pod ladą". Ale co ja mogę wiedzieć, mam tylko 24 lata.



Już śmieję się z tych wszystkich absurdalnych sytuacji. Nie podnoszę głosu, nie zionę złością, nawet po części wszystko to mnie bawi. Nie mam czasu chodzić do teatru to chociaż ZUS-ik potraktuję jako analizę ludzkich absurdów, komedię i dramat jednocześnie.









Wniosek : czas nauczyć się czeskiego! 😁😁😁💚

10 komentarzy:

  1. Może dlatego że jestem urzędnikiem w rownie znienawidzonej instytucji co zus to mam na to zupełnie inne spojrzenie
    Każdy ma swój zakres obowiązków i swoje uprawnienia. Kliknąć nie można bo jeśli chce to zrobic ktoś bez uprawnień to nawet tego krzyżyka na monitorze mieć nie będzie. To jak z lekarzem. Dentysta nie zrobi operacji na otwartym sercu. Proste i logiczne.
    Chociaż fakt, ktoś tu coś mocno zaniedbal i temu zaprzeczyć się nie da

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za Twój głos w tej sprawie ;) ja to rozumiem, naprawdę! Ale nie rozumiem, jak można tak kogoś zlewać. Walę do nuch drzwiami i oknami, a oni mi łaskawie coś odpierdzą... Nie rozumiem systemu w którym człowiek dla urzędu, a nie urząd dla człowieka... Wiem, że w urzędach pracuje się ,, na ostatnią chwilę", żeby dozować sobie ilość pracy. Absurdem jest to, że oni wymagają od Ciebie zgłoszenia się na tu i teraz, bycia potulnym barankiem i przykładnym obywatelem...ale jeżeli to TY chcesz od nich coś wyegzekwować, to mają na to coś najcenniejszego dla nas - CZAS. A CIebie w rzici....! :D

      Usuń
  2. Nie lubię tego chorego systemu, a teraz w każdym urzędzie ciężko coś załatwić :/ sama miałam przez to kilka problemów

    OdpowiedzUsuń
  3. Niestety z urzędnikami nie wygrasz. Mają swoje jakieś durne regulaminy i muszę ich przestrzegać, a ty pukasz od drzwi do drzwi i szukasz osoby, która ma uprawnienia wydać ci zaświadczenie... podobny elektorat mogłabym o urzędzie skarbowym napisac...

    OdpowiedzUsuń
  4. ZUS to najgorsze zlo naszego kraju. W kazdym innym urzedzie zalatwisz wszystko szybciej. Ja teraz czekam na to az rusza z moim macierzynskim, umowa o prace sie skonczyla i musza mnie przejac oni. Juz sie boje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyznam sie ze nie miaszkam w PL i nie mam przyjemnosci poznania ZUS hihihi, ale mysle ze wszedzie na Swiecie sa takowe instytucje, ktore wywoluja emocje ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. ZUS jest straszny. O ile sama jeszcze nie miałam z nim potyczek, to znam przykłady właśnie z takimi komisjami czy oby noga nie odrosła, czucie w palcach nie powróciło po kilku latach..

    OdpowiedzUsuń
  7. Za mnie zawsze mąż chodzi do ZUSu, bo nie mam sił na ludzi tam pracujących. Mam też wrażenie, że nie trzeba kupować biletów do teatru... za darmo można wybrać się do ZUSu ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahaha istny komediodramat! Co za historia :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myślę, że wiele jest jeszcze takich naleciałości

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 singing mummy! , Blogger